Waleczne jeże

Nie tak bardzo dawno, w nie aż tak odległej galaktyce, przez morze gwiezdnych śmieci brodził samotnie Super Chrupek. Od jakiegoś czasu centrum dowodzenia nie dawało oznak życia, a co za tym idzie, dzielna załoga pozostawała tymczasowo bezrobotna. Każdy starał się jakoś zagospodarować niespodziewanie wolny czas. Kapitan Ryboparówka, po tym, jak skończył obwiniać Szypra Krzysia o ciszę w eterze, skupił się na nowej konsoli Zbox1080 i kolejnej odsłonie Priekrasnyj Katamaryj. Mówił, że go to uspokaja. Medyk Bułka twierdziła inaczej, ale zachowywała to dla siebie. W krytycznych momentach, kiedy Kapitan odchodził już od zmysłów i zaczynał rwać włosy z głowy, Medyk brała od niego kalibrator (trudne słowo) i bez problemu przechodziła nikczemną obstrukcję. W tym czasie kotka Rheya wertowała przestarzałe roczniki Ziemi Kulistej w poszukiwaniu "tego oto mikrofonu". Wszyscy wzruszali ramionami na dźwięk tegoż frazesu. Jedynie Szyper Krzyś uśmiechał się pod mordką. A uśmiechał się ostatnimi czasy dość często, ponieważ z sobie tylko znanych przyczyn, przeglądał niekończące się stosy instrukcji obsługi rzeczy wszelakich. Jedno było pewne - czegoś szukał - i nie był to szeregowy Ciapulek. Ciapulek zaszył się na rodzimej planecie jakiś czas temu. Powiedział, że musi załatwić jakieś sprawy osobiste. Bardzo był przy tym tajemniczy. Tak czy inaczej, Szyper Krzyś co jakiś czas wybuchał gromkim śmiechem, po którym zawsze dzielił się z towarzyszami odkrytymi rewelacjami.
- Wiedzieliście, że Super Chrupek jest bezzałogowy?
*załoga unosi brew*
- Aaaa... mniejsza o to.

Po kilku dniach, z kajuty Szypra dało się słyszeć radosne okrzyki. Coś jakby - Eureka! O kurwa mać Eureka!... a potem cisza.... niezmącona cisza... i tak przez kilka dni. Było cicho i spokojnie, nagle jak coś nie....
- GDZIE JEST MÓJ ZBOX !?!
Ryboparówka był wyraźnie niezadowolony, ale za radą Medyk Bułki, udał się tropem dziwnych, a skrzypliwo-drących dźwięków, który to trop prowadził właśnie do kajuty Szypra.
- No. W samą porę jesteście. Zobaczcie co wymodziłem.
Z 200 calowego ekranu uderzyła niezwykła jasność, a z głośników uderzył głos Księcia
- HAIL TO THE JEŻ, BABY!
Pod konsolę było podpięte elektryczne bałałandżo, zajumane jakiś czas temu od Ciapulka. Ryboparówka, solidnie zbity z pantałyku, nagle wstał i poszedł do siebie. Nie wychodził z kajuty przez kilka godzin. Nie chciał nawet wpuścić Bułki, jednak pod wieczór wynurzył się i przyszedł do kajuty Szypra.
- Da się w to grać na dwóch?
- To zależy
- Od czego?
- Będę potrzebował części.
- Powiedz jakich, to się załatwi.
- Noooo... Takich jakie wymontowałem z przekaźnika do komunikacji z centrum dowodzenia.




© 2003-2007 copyright ownlog.com