Przemyślenia na zimno

Wracając dzisiaj z pracy, musiałem pohibernować jakieś pół godziny na przystanku. Stojąc w głębokim śniegu w bezruchu trochę przymarzłem, ale nic to baśka, będziemy pruć. O czym to ja chciałem. Aha, już wiem. Pierwsza rzecz - uciąłem sobie błyskawiczną pogawędkę z panią z kiosku. Rzecz była przedziwna bo ja proszę po bilety, a ona mi mówi o amiszach i książkach. Myślę sobie: spoko, można posłuchać, wreszcie ktoś kto nie pasuje do szablonu. Gdzieś w połowie wywodu o tym, że nie wiadomo czym jest szczęście i jak je osiągnąć, pani podaje bilety i mówi "27 złotych", po czym kontynuuje swoją przemowę o szczęściu. Gdy skończyła odpowiedziałem jej w sposób zwięzły "Mówi pani, że nie wiadomo czym jest szczęście i gdzie go szukać, a gdzieś w tle uderzają słowa "27 złotych". Koniec skeczu bez puenty. Teraz do "adremu"*

Stoję sobie tak na tym przystanku, oglądam zaśnieżone dachy mojego szarego miasta (choć coraz bardziej kolorowe, to jakieś takie coraz bardziej byle jakie się wydaje), gdzieś w oddali widać część ratuszowej wieży prześwitującą przez mgłę. Ulica jest w tak złym stanie, że przez te pół godziny widziałem chyba wszystkie możliwe sytuacje wypadkowe, a na to wszystko z odtwarzacza Kazimierz śpiewał mi do ucha:
"To tylko sen. To tylko sen. Więc czemu śni mi się w dzień"
Doskonała puenta.



© 2003-2007 copyright ownlog.com