Gamingowo i nie tylko...

...czyli tego i owego trochę i więcej.

Niby nic się nie dzieje, a jest o czym pisać. Człowiek podejmuje codziennie tyle decyzji, że porównanie życia do kalejdoskopu naprawdę ma sens. Swoją drogą, hmm... kalejdoskop. Mgliste wspomnienia tej wspaniałej zabawki posiadam z czasów przedszkola. Ciekawe czy coś takiego można dostać w dowolnym sklepie z zabawkami, czy też trzeba się odnieść do alegrów, ibajów czy innych amazonów.

Z całkiem innej beczki. Wiedziony rosnącym lenistwem, a trzeba Ci wiedzieć drogi czytelniku, że poziom jest już światowy, kupując w zaprzyjaźnionym sklepie spożywczym chleb krojony, dorzuciłem do jednoobiektowej listy zakupów jednorazową maszynkę do golenia Polsilver II. Toporna budowa, charakterystyczny żółty/pomarańczowy kolor, brak jakichkolwiek pasków nawilżającyh i dwa proste ostrza. Mój typ na nadchodzący rok! Niespodziewanie wysoki komfort golenia. Maszynka jest naprawdę ostra i to od początku do końca. Znajomi kiedyś wspominali cudowne maszynki firmy Tatra, które wystarczały na ogolenie połowy twarzy. Ja, mając dość interesujący zarost, mogę to samo powiedzieć o jednorazowych maszynkach takich firm jak Gillette czy Wilkinson. Testowałem każdą i zupełnym zaskoczeniem było to, że najlepiej spisała się maszynka firmy Polsilver. Znajk jakości N jak Nionio.

Miało być gamingowo i będzie... tylko od czego tu zacząć? Przydałby się jakiś plan, bo jest o czym pisać, a o chaos w takim strumieniu świadomości nietrudno. Żeby było jakoś znośnie, postaram się przedstawić wszystko chronologicznie. Pierwej:
Jakiś czas temu odkryłem (Jezus Maria, ja to mam zapłon) platformę Steam i ogólnie dystrybucję cyfrową. Krótko streszczając cały temat: tanio, szybko i wygodnie. A podsumowaniem jednego miesiąca jest wydane 60zł, 31 oryginalnych gier, zajmujących łącznie ponad 30GB, a wśród nich takie hity jak tryglogia Tropico ze wszystkimi dodatkami, Two Worlds 2, Awesomenauts, o którym później, czy też Hotline Miami (będąca zresztą dowodem na to, że hi-endowa grafika wiele psuje we współczesnych grach).
Co do Awesomenauts, to grę gorąco polecam. Dlaczego? Powodów jest wiele, ale ale, po kolei.
Gra jest typu DOTA (który do typ nigdy jakoś do mnie nie trafiał), 2D platformówka. Co zatem mnie do niej przyciągnęło? Sympatyczna grafika, dopracowanie szczegółów*, mnogość postaci do wyboru, oraz opcje internetowe. Przykład - można grać na split screenie z kolegą/koleżanką i na tym samym split screenie połączyć się do potyczki multi via internet. *wspomniane szczegóły to np. zestaw tematycznych melodii dopasowanych indywidualnie dla każdej z postaci. Same postacie są nak mocno zróżnicowane, że każdy znajdzie coś dla siebie, a osoby lubiące odblokowywać kolejne poziomy i skille też nie będą narzekać, poniewać grind nie będzie mozolny.

Zmieniając trochę kategorię gamingu, przechodzę do "nacoczekania". A na co czekają jeże?
Do wspominanego wcześniej Rise of the Triad, dołącza produkowany przez "polskie" remake Shadow Warriora. Gra na trailerach z E3 wygląda soczyście i kusząco. Jest na co czekać

Ostatnią gałęzią jeżowego gamingu jest gałąź mmo. Tutaj prym wiodą gry wojenne. Nie są to jednak klocuchowe Butterfildy i inne crapy. Za przeproszeniem, ale ostatnim dobrym FPS w multi było Enemy Territory. Dixi.
Jedną z dwóch wspomnianych gier są oczywiście czołgi. Zespół Wargaming wprowadził niedawno do World of Tanks patch 8.6. Patch zrobił grze bardzo dobrze. Strzały i trafienia nigdy wcześniej nie były tak bliskie realizmowi. Co z tego wynika? Wynika z tego prosty deal - słabi gracze grają jeszcze gorzej niż dotychczas, a ludzie potrafiący myśleć i czytać walkę robią coraz bardziej imponujące wyniki po czym plują sobie w brodę przy kolejnej porażce z nabitym 8k dmg. :) Ogólnie jest wesoło. Wiele melissy potrzebne by jeże mogły w to grać, ale, co najważniejsze, warto.

Drugim tytułem, jest odkryty niedawno (znów ten zapłon) Warthunder, gdzie jeże potrafią latać i to nie Super Chrupkiem. Samoloty z drugiej wojny potrafią dać dużo frajdy, nawet podczas notorycznego przegrywania. Jedyną bolączką gry, którą jak dotąd zanotowałem, to fakt istnienia bardzo słabych graczy, dla których mechanizm strzelania do ruchomego celu jest ponad możliwościami pojmowania. Efektem są całe watahy pilotów kamikaze którzy jedyne fragi nabijają poprzez kolizje w powietrzu. Trochę to smutne, ale liczę na to, że na wyższych tierach to minie.

Wstępnie to by było na tyle,
z Dupy w Montanie podrawia
Jeż



kotka 25.06.2013, 17:11 94.254.131.179

a army of two? i jeze grajace z kapitanem ryboparowka?

© 2003-2007 copyright ownlog.com