Gamingowo i nie tylko...

25 czerwca 2013, 16:26 Komentuj (1)

...czyli tego i owego trochę i więcej.

Niby nic się nie dzieje, a jest o czym pisać. Człowiek podejmuje codziennie tyle decyzji, że porównanie życia do kalejdoskopu naprawdę ma sens. Swoją drogą, hmm... kalejdoskop. Mgliste wspomnienia tej wspaniałej zabawki posiadam z czasów przedszkola. Ciekawe czy coś takiego można dostać w dowolnym sklepie z zabawkami, czy też trzeba się odnieść do alegrów, ibajów czy innych amazonów.

Z całkiem innej beczki. Wiedziony rosnącym lenistwem, a trzeba Ci wiedzieć drogi czytelniku, że poziom jest już światowy, kupując w zaprzyjaźnionym sklepie spożywczym chleb krojony, dorzuciłem do jednoobiektowej listy zakupów jednorazową maszynkę do golenia Polsilver II. Toporna budowa, charakterystyczny żółty/pomarańczowy kolor, brak jakichkolwiek pasków nawilżającyh i dwa proste ostrza. Mój typ na nadchodzący rok! Niespodziewanie wysoki komfort golenia. Maszynka jest naprawdę ostra i to od początku do końca. Znajomi kiedyś wspominali cudowne maszynki firmy Tatra, które wystarczały na ogolenie połowy twarzy. Ja, mając dość interesujący zarost, mogę to samo powiedzieć o jednorazowych maszynkach takich firm jak Gillette czy Wilkinson. Testowałem każdą i zupełnym zaskoczeniem było to, że najlepiej spisała się maszynka firmy Polsilver. Znajk jakości N jak Nionio.

Miało być gamingowo i będzie... tylko od czego tu zacząć? Przydałby się jakiś plan, bo jest o czym pisać, a o chaos w takim strumieniu świadomości nietrudno. Żeby było jakoś znośnie, postaram się przedstawić wszystko chronologicznie. Pierwej:
Jakiś czas temu odkryłem (Jezus Maria, ja to mam zapłon) platformę Steam i ogólnie dystrybucję cyfrową. Krótko streszczając cały temat: tanio, szybko i wygodnie. A podsumowaniem jednego miesiąca jest wydane 60zł, 31 oryginalnych gier, zajmujących łącznie ponad 30GB, a wśród nich takie hity jak tryglogia Tropico ze wszystkimi dodatkami, Two Worlds 2, Awesomenauts, o którym później, czy też Hotline Miami (będąca zresztą dowodem na to, że hi-endowa grafika wiele psuje we współczesnych grach).
Co do Awesomenauts, to grę gorąco polecam. Dlaczego? Powodów jest wiele, ale ale, po kolei.
Gra jest typu DOTA (który do typ nigdy jakoś do mnie nie trafiał), 2D platformówka. Co zatem mnie do niej przyciągnęło? Sympatyczna grafika, dopracowanie szczegółów*, mnogość postaci do wyboru, oraz opcje internetowe. Przykład - można grać na split screenie z kolegą/koleżanką i na tym samym split screenie połączyć się do potyczki multi via internet. *wspomniane szczegóły to np. zestaw tematycznych melodii dopasowanych indywidualnie dla każdej z postaci. Same postacie są nak mocno zróżnicowane, że każdy znajdzie coś dla siebie, a osoby lubiące odblokowywać kolejne poziomy i skille też nie będą narzekać, poniewać grind nie będzie mozolny.

Zmieniając trochę kategorię gamingu, przechodzę do "nacoczekania". A na co czekają jeże?
Do wspominanego wcześniej Rise of the Triad, dołącza produkowany przez "polskie" remake Shadow Warriora. Gra na trailerach z E3 wygląda soczyście i kusząco. Jest na co czekać

Ostatnią gałęzią jeżowego gamingu jest gałąź mmo. Tutaj prym wiodą gry wojenne. Nie są to jednak klocuchowe Butterfildy i inne crapy. Za przeproszeniem, ale ostatnim dobrym FPS w multi było Enemy Territory. Dixi.
Jedną z dwóch wspomnianych gier są oczywiście czołgi. Zespół Wargaming wprowadził niedawno do World of Tanks patch 8.6. Patch zrobił grze bardzo dobrze. Strzały i trafienia nigdy wcześniej nie były tak bliskie realizmowi. Co z tego wynika? Wynika z tego prosty deal - słabi gracze grają jeszcze gorzej niż dotychczas, a ludzie potrafiący myśleć i czytać walkę robią coraz bardziej imponujące wyniki po czym plują sobie w brodę przy kolejnej porażce z nabitym 8k dmg. :) Ogólnie jest wesoło. Wiele melissy potrzebne by jeże mogły w to grać, ale, co najważniejsze, warto.

Drugim tytułem, jest odkryty niedawno (znów ten zapłon) Warthunder, gdzie jeże potrafią latać i to nie Super Chrupkiem. Samoloty z drugiej wojny potrafią dać dużo frajdy, nawet podczas notorycznego przegrywania. Jedyną bolączką gry, którą jak dotąd zanotowałem, to fakt istnienia bardzo słabych graczy, dla których mechanizm strzelania do ruchomego celu jest ponad możliwościami pojmowania. Efektem są całe watahy pilotów kamikaze którzy jedyne fragi nabijają poprzez kolizje w powietrzu. Trochę to smutne, ale liczę na to, że na wyższych tierach to minie.

Wstępnie to by było na tyle,
z Dupy w Montanie podrawia
Jeż

Trochę inaczej... dla Rheyi

24 marca 2013, 19:05 Komentuj (0)

Lekko wiedzione
Wilgne rozchylasz usta
Wpół nieświadome

Spowiedź gracza...

15 lutego 2013, 07:02 Komentuj (0)

...czyli na co czekają jeże.

Jeże, jak wszystkim zapewne wiadomo, poświęcają dużo czasu na granie w gry komputerowe. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta - bo po prostu taka forma spędzania wolnego czasu im odpowiada. Wiadomo, wyjścia do zaprzyjaźnionej mordowni i epickie batalie przy szafie grającej zawsze będą miały swoje miejsce w jeżowym sercu, jednak gry komputerowe to jest to.

Dawno, dawno temu... (naprawdę dawno) była sobie gra, Rise of The Triad się zwała. Ehhh.... Na samo wspomnienie tej nazwy aż oko się szkli. Byli tacy, którzy na dźwięk słowa Doom dostawali gęsiej skórki. Mało widzieli, ale i tak im się chwali. RoTT, to było coś. Jest też w tym coś magicznego. Dlaczego? Każdego, kto pamięta pierwszego RoTTa, gotów jestem nazwać bratem. To trochę jak z Monty on the Run na staruteńkie ośmiobitowce. Wspaniałe były to czasy, więc i nostalgia się włącza. Mógłbym tutaj wymienić jeszcze wiele tytułów i jeśli tylko ktoś zagląda na ten zapomniany przez wszystkich kawałek internetu, bardzo chętnie wdam się w dyskusję na ten temat. Tak czy inaczej, RoTT ma podobno powrócić. Grafika z trailerów może nie jest powalająca, ale też nie miała taka być. Tak przynajmniej mi się wydaje. W pierwszym RoTT'cie też nie była. Co budzi mój zachwyt to fakt, że już na trailerze widać, że twórcy nadal potrafią tworzyć "MIODNOŚĆ". Kto nie wie czym jest miodność - odsyłam do dawnych czasopism komputerowych, takich jak Secret Service, Reset czy, a nawet przede wszystkim, Top Secret. Bożesz Ty mój, jeśli to tylko dojdzie do skutku, to się chyba popłaczę ze szczęścia.

Na horyzoncie, bardzo odległym, jest jeszcze Project Eternity, ale o tym może kiedy indziej.

Wspomnieniowo

24 stycznia 2013, 06:44 Komentuj (0)

Super Chrupek mknął podświetlną w kierunku Bety Centauri. Swoją drogą, od kiedy BMW wygrało przetarg z Alfą Romeo, Centauri jakby podupadło kulturalnie. Porządek, oczywiście, panuje nienaganny, ale jakby im wszystkim nagle ikry brakło. Zostawiając już jednak te kulturalne dywagacje... załoga Super Chrupka nieco posmętniała. Wiązało się to pewnie ze zbliżającą się wizytą na Becie, ale nie miało to większego znaczenia. Rozkaz to rozkaz.
W nagłym przypływie dobrego humoru wszystkim wzięło się na wspominki. Szyper Krzyś wraz z Ciapulkiem, zaczął wspominać, jak to kiedyś było na rodzimej Jeżycjadzie VIII.

- No, a pamiętasz Ciapulek, jak żeśmy w derby na imprezę jechali?
- Pewnie, że pamiętam, co mam nie pamiętać. Przez Ciebie musiałem taksówkę wzywać, bo wykoleiłeś tramwaj.

Medyk Bułka nieco się ożywiła - To Szyper był kiedyś motorniczym?

- A gdzie tam. To były derby. Mecz dwóch lokalnych drużyn. Mięsny Jeż Jeżyce i Iskra Jeżycjada. Pamiętam te hasła: "Mięsny Jeż nie był internowany", "Kibice Iskry nie czytają książek"... No, w każdym razie, jechaliśmy tramwajem przez dzielnię Miesnych, a Krzysiowi coś się ubzdurało i jak nagle nie ryknie:
- KTO NIE SKACZE TEN ZA ISKRĄ!!!

Radosny rechot Szypra przerwał opowieść, jednak zaciekawiona do żywego Bułka nalegała, żeby kontynuować.

- No i jak wszyscy na raz zaczęli skakać, to wagon się zakolebał i tramwaj wypadł z torów. Jako, że byliśmy już mocno spóźnieni, musiałem zadzwonić po taksówkę. Najgorsze miało dopiero nadejść. Otóż trafiliśmy na dość osobliwego kierowcę. Całą drogę katował nas jednym utworem Antka Krzysztofiaka. No wiecie, to był hit jednego lata.
- Tak. Pamiętam, "Zakazany Nionio" się nazywał.
- Otóż tamto. Tragedia. W każdym razie trafiamy na imprezę, ja nikogo nie znam, Szyper to samo, a tu po 15 minutach jakiś gość specjalny, DeTe się chyba nazywał, dobija do naszego stolika i przynosi nam łiskacze...
Krzyś się trochę rozmarzył - ooo... łiskacze. Ten DeTe to porządny koleś był. W ogóle, to dobra impreza była.
- A jaki był tej imprezy finał? - zapytała Bułka.
- To każdy każdemu przypominał - wyskandowali "bohaterowie".

Przemyślenia na zimno

07 grudnia 2012, 16:20 Komentuj (0)

Wracając dzisiaj z pracy, musiałem pohibernować jakieś pół godziny na przystanku. Stojąc w głębokim śniegu w bezruchu trochę przymarzłem, ale nic to baśka, będziemy pruć. O czym to ja chciałem. Aha, już wiem. Pierwsza rzecz - uciąłem sobie błyskawiczną pogawędkę z panią z kiosku. Rzecz była przedziwna bo ja proszę po bilety, a ona mi mówi o amiszach i książkach. Myślę sobie: spoko, można posłuchać, wreszcie ktoś kto nie pasuje do szablonu. Gdzieś w połowie wywodu o tym, że nie wiadomo czym jest szczęście i jak je osiągnąć, pani podaje bilety i mówi "27 złotych", po czym kontynuuje swoją przemowę o szczęściu. Gdy skończyła odpowiedziałem jej w sposób zwięzły "Mówi pani, że nie wiadomo czym jest szczęście i gdzie go szukać, a gdzieś w tle uderzają słowa "27 złotych". Koniec skeczu bez puenty. Teraz do "adremu"*

Stoję sobie tak na tym przystanku, oglądam zaśnieżone dachy mojego szarego miasta (choć coraz bardziej kolorowe, to jakieś takie coraz bardziej byle jakie się wydaje), gdzieś w oddali widać część ratuszowej wieży prześwitującą przez mgłę. Ulica jest w tak złym stanie, że przez te pół godziny widziałem chyba wszystkie możliwe sytuacje wypadkowe, a na to wszystko z odtwarzacza Kazimierz śpiewał mi do ucha:
"To tylko sen. To tylko sen. Więc czemu śni mi się w dzień"
Doskonała puenta.

Masz to we krwi

10 listopada 2012, 17:28 Komentuj (0)

When you think that we've used all our chances
And the chance to make everything right
Keep on making the same old mistakes
Makes untipping the balance so easy
When we're living our lives on the edge
Say a prayer on the book of the dead

Na pohybel

09 listopada 2012, 22:36 Komentuj (0)

Czasami naprawdę odnoszę wrażenie, że żyję tylko i wyłącznie na pohybel innym. Jest to fatalna i socjopatyczna siła, która popycha mnie, kiedy wszystko inne zawodzi. Może czas zacząć się leczyć? Albo chociaż zacząć spotykać się z ludźmi, których cokolwiek obchodzi Twoje zdanie. Jest smutno.

Trochę o dzieciach

08 listopada 2012, 23:00 Komentuj (3)

Tak jak śpiewała niegdyś Majka Jeżowska (nazwisko przywołuję nie bez kozery), wszystkie dzieci są nasze, jednak nie w tym rzecz. Rzecz jest natomiast w innej piosence o dzieciach. Bardzo dobrej piosence (moim skromnym, jeżowym zdaniem) zespołu, zapewne dawno już zapomnianego, Turbo. Piosenka "Dorosłe dzieci" jest doskonała pod każdym względem i powinna być wymieniana jednym tchem, jeśli chodzi o hymny "czasu przemian", ale, tak jak w przypadku Majki Jeżowskiej, tutaj także nie o to chodzi. Nie chodzi mi wcale o patos. Chciałbym dokonać dość prostej analizy tekstu i przetransponować go na to, co tu i teraz. Go - ten tekst :)

Piosenka, bardzo miła dla ucha ballada, traktuje o tym, jak bardzo młodzi ludzie są wpuszczani w życiowe gówno przez dorosłych. Cytując za łysym wieszczem z Kielc (pozdrawiam miasto Kielce), tylko "nakazy, zakazy, przykazania moralne" (włażenie sobie w dupę, perwersje seksualne)[to już z innego tekstu, ale tak mi jakoś przypasowało]. Generalnie, System (drażni mnie to określenie, ale chwilowo nie mam nic lepszego) od bardzo dawna robi młodym ludziom większą sieczkę z mózgu, niż wszystkie telewizje, reklamy, pornostrony i inne szatany razem wzięte. Jako, że sam jestem młodym człowiekiem, mogę powiedzieć, że młodzi ludzie, wchodząc na głęboką wodę samodzielności odkrywają, jak bardzo byli okłamywani przez całe życie. Przykre... "...tylko wciąż nie wiemy jak żyć".

I tutaj chciałbym wprowadzić mojego boga z maszyny :)
Jakkolwiek dorośli by nam nie utrudnili, wolitywnie czy też nie, naszego startu w życie na swoim, tak chciałem powiedzieć - No do ciężkiej cholery, ze wszystkim was trzeba za rączkę prowadzić? Trochę samodzielności.
Tadam i dobranoc.

Lubiłaś światło świecy

08 listopada 2012, 01:45 Komentuj (1)

"Zbyt wiele gówna w życiu przerzuciłem, żeby się bawić w konwenanse".
Dzisiejsza notka. pisana w środku nocy, jest sponsorowana przez "dzikość serca" oraz piwko z sokiem. Tematem notki - "Dzikość serca".
Wracając do domu późną nocą, rozmyślam, jak zawsze, nad sensem istnienia, nad własnymi radościami i smutkami, nad tym, co każe mi iść na przód z podniesioną głową.

Czym jest wspomniana dzikość serca? To wszystko to, co mnie wkurwia, wszystko to, co mnie cieszy, co sprawia, że się uśmiecham, pobłażliwie, ironicznie czy też sardonicznie. Wszystko, co sprawia, że nie jestem obojętnym. W dniu, kiedy naprawdę wzruszę ramionami na świat, przyjdzie mi chyba powiedzieć baj baj maszkaro i skoczyć. Tymczasem każdego dnia przekonuję się, że świat jest "piękny w swej brzydocie", a ludzie genialni w swej niedoskonałości. O tempora! O mores! Jak bardzo ludziom się zdawa...

"Back in the forest
Where whispers persuade
More sugar trails
More white lady laid"

Waleczne jeże

04 listopada 2012, 18:55 Komentuj (0)

Nie tak bardzo dawno, w nie aż tak odległej galaktyce, przez morze gwiezdnych śmieci brodził samotnie Super Chrupek. Od jakiegoś czasu centrum dowodzenia nie dawało oznak życia, a co za tym idzie, dzielna załoga pozostawała tymczasowo bezrobotna. Każdy starał się jakoś zagospodarować niespodziewanie wolny czas. Kapitan Ryboparówka, po tym, jak skończył obwiniać Szypra Krzysia o ciszę w eterze, skupił się na nowej konsoli Zbox1080 i kolejnej odsłonie Priekrasnyj Katamaryj. Mówił, że go to uspokaja. Medyk Bułka twierdziła inaczej, ale zachowywała to dla siebie. W krytycznych momentach, kiedy Kapitan odchodził już od zmysłów i zaczynał rwać włosy z głowy, Medyk brała od niego kalibrator (trudne słowo) i bez problemu przechodziła nikczemną obstrukcję. W tym czasie kotka Rheya wertowała przestarzałe roczniki Ziemi Kulistej w poszukiwaniu "tego oto mikrofonu". Wszyscy wzruszali ramionami na dźwięk tegoż frazesu. Jedynie Szyper Krzyś uśmiechał się pod mordką. A uśmiechał się ostatnimi czasy dość często, ponieważ z sobie tylko znanych przyczyn, przeglądał niekończące się stosy instrukcji obsługi rzeczy wszelakich. Jedno było pewne - czegoś szukał - i nie był to szeregowy Ciapulek. Ciapulek zaszył się na rodzimej planecie jakiś czas temu. Powiedział, że musi załatwić jakieś sprawy osobiste. Bardzo był przy tym tajemniczy. Tak czy inaczej, Szyper Krzyś co jakiś czas wybuchał gromkim śmiechem, po którym zawsze dzielił się z towarzyszami odkrytymi rewelacjami.
- Wiedzieliście, że Super Chrupek jest bezzałogowy?
*załoga unosi brew*
- Aaaa... mniejsza o to.

Po kilku dniach, z kajuty Szypra dało się słyszeć radosne okrzyki. Coś jakby - Eureka! O kurwa mać Eureka!... a potem cisza.... niezmącona cisza... i tak przez kilka dni. Było cicho i spokojnie, nagle jak coś nie....
- GDZIE JEST MÓJ ZBOX !?!
Ryboparówka był wyraźnie niezadowolony, ale za radą Medyk Bułki, udał się tropem dziwnych, a skrzypliwo-drących dźwięków, który to trop prowadził właśnie do kajuty Szypra.
- No. W samą porę jesteście. Zobaczcie co wymodziłem.
Z 200 calowego ekranu uderzyła niezwykła jasność, a z głośników uderzył głos Księcia
- HAIL TO THE JEŻ, BABY!
Pod konsolę było podpięte elektryczne bałałandżo, zajumane jakiś czas temu od Ciapulka. Ryboparówka, solidnie zbity z pantałyku, nagle wstał i poszedł do siebie. Nie wychodził z kajuty przez kilka godzin. Nie chciał nawet wpuścić Bułki, jednak pod wieczór wynurzył się i przyszedł do kajuty Szypra.
- Da się w to grać na dwóch?
- To zależy
- Od czego?
- Będę potrzebował części.
- Powiedz jakich, to się załatwi.
- Noooo... Takich jakie wymontowałem z przekaźnika do komunikacji z centrum dowodzenia.

archiwum

2015

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń
2014

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń
2013

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń
2012

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

kategorie

linki

© 2003-2007 copyright ownlog.com